sobota, 16 listopada 2013

[ Nowe praktyki CHEVRON ]

15 października 2013 roku Chevron wniósł do sądu federalnego w Nowym Jorku pozew cywilny przeciwko nowojorskiemu prawnikowi, specjaliście od ochrony środowiska, który wcześniej prowadził proces przeciwko koncernowi w Ekwadorze.

Za zanieczyszczenie środowiska w Ekwadorze koncern ma zapłacić astronomiczną kwotę 19 miliardów USD. Sprawa dotyczyła skażenia środowiska w latach 1964-92 na złożu w północno-wschodnim Ekwadorze, eksploatowanym przez Texaco, który został w 2001 r. kupiony przez Chevrona. Koncern twierdzi, że Texaco oczyścił tę część zanieczyszczeń, które spowodował, przed przekazaniem złoża państwowemu Petroecuador. Jednak w 2011 r. sąd ekwadorski zasądził 18 mld dolarów mieszkańcom wioski Lago Agrio, która ucierpiała z powodu skażeń. Następnie sąd podwyższył tę sumę do 19 mld wliczając koszty postępowania. Poszkodowanym nie udało się odebrać zasądzonej kwoty, bo Chevron wycofał się z tego kraju.

Teraz koncern oskarża pełnomocnika wygranych o „działalność gangsterską” i „próbę nielegalnego wymuszenia”, opierając swoje roszczenia na przepisach ustawy o nielegalnych wymuszeniach i korupcyjnych zmowach z 1970 roku, zwaną w skrócie RICO (Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act), wykorzystywaną głównie do walki z przestępczością zorganizowaną.

Celem pozwu giganta stał się nowojorski prawnik – Steven Donziger, który od 20 lat walczył w amerykańskich i ekwadorskich sądach o odszkodowania dla amazońskich Indian i rolników, oskarżających amerykańskie firmy naftowe o zanieczyszczanie lasów tropikalnych.

Chevron odmówił zapłaty zasądzonego w Ekwadorze odszkodowania, twierdząc, że wyrok, który zapadł w sprawie jest efektem kłamstw, przekupstwa i fabrykowania dowodów, a cała intryga miała zostać przygotowana przez Stevena Donzingera. Jeśli Chevron przekona do swoich racji sędziego, to będzie miał szansę na zablokowanie wykonalności ekwadorskiego wyroku. Dodatkowo, Chevron liczy na kilkudziesięciomilionowe odszkodowanie od pozwanego, pokrywające koszty prowadzenie wieloletniego procesu w Ekwadorze.

Głównym dowodem Chevronu jest zeznanie pod przysięgą byłego sędziego ekwadorskiego Alberto Guerry, który zeznał, że Donziger obiecał zapłacić sędziemu, który zasądził od Chrvron odszkodowanie - Nicolasowi Zambrano – kwotę 500 tys. USD z przyznanej sumy odszkodowania, jeśli będzie mógł wpisać tę sumę w swe koszty. Guerra zeznał również, że Zambrano obiecał podzielić się z nim tą łapówką. Ponadto, były sędzia zeznał, że zarówno wydana w sprawie opinia „niezależnego” biegłego, jak i sama sentencja wyroku miały zostać napisane przez prawników Donzingera.

Donzinger zaprzecza stawianym mu oskarżeniom, wskazując, że pozew koncernu to próba zastraszenia niezależnych prawników, podejmujących się prowadzenia spraw przeciwko gigantom naftowym. Sam prawnik twierdzi, że sędzia Alberto Guerra nie jest wiarygodny, bo Chevron zapłacił mu za takie zeznanie. Wcześniej Chevron ogłosił bowiem, że przeniósł rodzinę Guerry, aby chronić ją i zapłacił mu 38 tys. USD kosztów złożenia zeznań. Koncern potwierdził też, że zgodził się płacić rodzinie byłego sędziego 10 tys. USD miesięcznie na utrzymanie i 2 tys. USD za mieszkanie.

Sprawa będzie testem nowej strategii wielkich koncernów, polegającej na odstraszaniu potencjalnych przeciwników, poprzez kompromitowanie ich prawników.

źródło: Bloomberg Businessweek oraz www.wsj.com

czwartek, 7 listopada 2013

[ VIAGRA to nie napój energetyczny ]

W 2005 roku polska spółka VIAGUARA S.A. zwróciła się do OHIM (Urząd ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego) o zarejestrowanie słownego znaku towarowego VIAGUARA dla produkowanych napojów energetycznych i alkoholowych. 

Rejestracji oznaczenia sprzeciwiła się amerykańska spółka farmaceutyczna Pfizer Inc., właścicielka wcześniejszego, słownego znaku VIAGRA, zarejestrowanego dla preparatów i substancji farmaceutycznych oraz weterynaryjnych.

Ostatecznie spór zwyciężyła firma Pfizer Inc. Sąd Pierwszej Instancji (dalej SPI), do którego należało wydanie ostatecznego werdyktu uznał, że oznaczenie VIAGUARA nie może zostać zarejestrowane jako wspólnotowy znak towarowy dla napojów. Jego rejestracja prowadziłaby do czerpania nienależnej korzyści z renomy znaku towarowego VIAGRA.

SPI, odnosząc się do renomy znaku VIAGRA stwierdził, że jest on znany nie tylko części odbiorców bezpośrednio zainteresowanych towarami, których dotyczy. Renoma znaku VIAGRA sięga dalej, rozciąga się na ogół społeczeństwa UE.

Oceniając podobieństwo obu znaków SPI stwierdził, że obecność tej samej pierwszej sylaby „VIAG” tworzy silne podobieństwo wizualne i fonetyczne, dodatkowo wzmocnione wspólną częścią końcową „RA”. Dwie dodatkowe litery „U” i „A”, znajdujące się pośrodku znaku towarowego VIAGUARA, nie są wystarczające dla odróżnienia znaków. Pod względem fonetycznym − zgodnie z wymową i akcentem w większości języków używanych w UE, znaki towarowe VIAGRA i VIAGUARA będą wymawiane podobnie.

Spółka VIAGUARA S.A. argumentowała, że przy ocenie podobieństwa znaków pominięto znaczenie przyrostka „GUARA”, który nawiązuje do guarany – rośliny stanowiącej bazę napojów oznaczanych znakiem VIAGUARA. SPI stwierdził, że nawet biorąc powyższe pod uwagę, powiązanie przyrostka „GUARA” z sylabą „VIA” stanowi bezpośrednie nawiązanie do znaku VIAGRA.

SPI uznał, że stopień podobieństwa między tymi znakami towarowymi jest znaczny. Nawet jeśli przyjąć brak bezpośredniego związku między towarami oznaczonymi kolidującymi znakami, to groźba skojarzenia znaku VIAGUARA z wcześniejszym znakiem towarowym VIAGRA jest realna przy uwzględnieniu podobieństwa oznaczeń i uzyskanej przez wcześniejszy znak towarowy ogromnej renomy. Mimo że kręgi odbiorców, do których skierowane są te oznaczenia nie nakładają się całkowicie, możliwe jest kojarzenie tych znaków towarowych.

Ostatnim elementem decydującym o odmowie rejestracji znaku VIAGUARA, było uznanie, że w sprawie istnieje ryzyko, iż rejestracja znaku VIAGUARA będzie powodować czerpanie nienależnej korzyści z odróżniającego charakteru oraz renomy znaku VIAGRA. SPI uznał, że cechy towarów utożsamiane ze znakiem VIAGRA zostaną przeniesione na towary oznaczone oznaczeniem VIAGUARA. Wprowadzenie na rynek napojów VIAGUARA zostanie ułatwione przez skojarzenie z cieszącym się renomą znakiem towarowym VIAGRA.

Wyrok Sądu Pierwszej Instancji z 25 stycznia 2012 r., sygn. akt T-332/10.

środa, 23 października 2013

[ Naruszenie dóbr osobistych przez prokuratora ]

W 2002 roku prokuratura apelacyjna w Poznaniu wszczęła śledztwo w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej stoczni szczecińskiej. W trakcie postępowania zatrzymano prezesów jednej ze spółek stoczniowych i postawiono im zarzuty działania na szkodę stoczni. O wszczęciu śledztwa i planowanych zatrzymaniach prezesi dowiedzieli się z prasy. Część z nich pisemnie zadeklarowała gotowość złożenia wyjaśnień i odwołała planowane wyjazdy. Zamiast tego, zostali spektakularnie zatrzymani, co zostało upublicznione w telewizji. Zatrzymania dokonali umundurowani policjanci. Prezesów zakuto w kajdanki. Zaraz po tym w prasie pojawiły się wypowiedź rzeczników prasowych prokuratury sugerujące, że zatrzymani czerpali korzyści majątkowe z popełnianych przestępstw. Dziennikarzom ujawniono również przyjętą przez nich linię obrony.

Po trwającym niemal 8 lat procesie wszystkich prezesów uniewinniono. Postępowanie sądowe dowiodło, że ich działania nie tylko nie wyrządziły stoczni żadnej szkody, ale wręcz były korzystne dla kierowanej przez nich spółki.

W 2011 roku jeden z byłych prezesów wystąpił przeciwko prokuraturze o zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądził od prokuratury na rzecz byłego prezesa kwotę 120.000 zł zadośćuczynienia. Sąd uznał, że jego dobra osobiste zostały naruszone przez nadmierne nagłośnienie sprawy i nieuzasadnione publiczne postawienie mu zarzutów. Sąd uznał, że zakres informacji podawanych do publicznej wiadomości przez rzeczników prokuratury oraz kontekst komunikatów medialnych prezentowanych w trakcie konferencji prasowych miały charakter publicznego napiętnowania.

 Wyrok został zaskarżony apelacją prokuratury, jednakże Sąd Apelacyjny w Poznaniu zasadniczo podtrzymał to rozstrzygnięcie (sygn. akt I ACa 327/13).

Sąd Apelacyjny uznał, że samo zatrzymanie prezesa przekraczało przyjęte zwyczajowo normy. Nie było potrzeby stosowania spektakularnego zatrzymania wobec osoby, która uprzednio zadeklarowała gotowość złożenia wyjaśnień. Spektakularny sposób zatrzymania sugerował, że zatrzymany prezes jest niebezpiecznym przestępcą. Taki sposób zatrzymania naruszył godność osoby zatrzymanej.
Co więcej, Sąd Apelacyjny stwierdził, że analizując materiał dowodowy sprawy nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż działania prokuratury podejmowane wobec prezesa były odpowiedzią na polityczne oczekiwania ówczesnych władz, które miały na celu wskazanie opinii publicznej winnych upadku stoczni szczecińskiej i uspokojenia panujących burzliwych nastrojów.
Sąd uznał również, że informacje przekazywane przez prokuraturę dziennikarzom stawiały prezesa w bardzo niekorzystnym świetle. Przedstawiano go jako wielkiego aferzystę gospodarczego, winnego upadku stoczni, który dla uzyskania korzyści majątkowej przywłaszczył mienie o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Zdaniem Sądu, prokuratura nie powinna w prasie wyrażać opinii, komentarzy i ocen na temat uczestników postępowania. Jeśli się zważy, że ostatecznie postępowanie karne zakończyło się uniewinnieniem od wszelkich zarzucanych czynów, a wszystkie działania podejmowane przez oskarżonego były w pełni uzasadnione i zgodne z prawem, to jego medialne napiętnowanie – inspirowane informacjami prokuratury – naruszyło jego dobre imię.

Co ciekawe, oba sądy uznały, że prowadzenie przeciwko prezesowi bezzasadnego postępowania przygotowawczego, a w jego toku postawienie mu poważnych zarzutów i stosowanie dolegliwych środków zabezpieczających nie było bezprawne, ponieważ w tym zakresie organy ścigania działały w ramach przyznanych im ustawowo uprawnień.

Sądy polskie zasadniczo stoją na stanowisku, że samo prowadzenie śledztwa nie może zostać zakwalifikowane jako czyn bezprawny. Pojawiają się jednak głosy, że w sytuacji gdy śledztwo zostało wszczęte i prowadzono przy oczywistym braku dowodów winy podejrzanego, ze świadomością, że czyny mu zarzucone w ogóle nie stanowią przestępstwa, bez zachowania podstawowych przepisów procedury, to takie działanie winno zostać zakwalifikowane jako czyn niedozwolony.

Sądy uniewinniają około 10 tys. osób rocznie, a Skarb Państwa wypłaca 15 mln zł odszkodowań. Obowiązujące przepisy pozwalają na przyznanie odszkodowania wyłącznie osobom niesłusznie skazanym, tymczasowo aresztowanym lub zatrzymanym. Takich uprawnień nie maja osoby niesłusznie oskarżone (których nie zatrzymano i nie aresztowano). W połowie 2013 roku został jednak opracowany projekt nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego, zgodnie z którym oskarżonemu, który został uniewinniony prawomocnym wyrokiem, w przypadku oczywistego braku podstaw oskarżenia służy od Skarbu Państwa odszkodowanie za poniesioną szkodę oraz zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, wynikłe z prowadzenia przeciwko niemu postępowania karnego.

niedziela, 13 października 2013

[ Powiększanie piersi nadal z VAT ]

Zgodnie z ustawą o VAT z podatku tego są zwolnione m. in. usługi w zakresie opieki medycznej, mające na celu poprawę zdrowia. Uznanie operacji plastycznych zmierzających do poprawy wyglądu za usługi mające na celu poprawę zdrowia skutkowałoby zwolnieniem ich od podatku VAT.

Zabiegi z zakresu chirurgii plastycznej mają na celu poprawę wyglądu lub zdrowia. Zabiegi te polegają np. na zmniejszeniu piersi - celem odciążenia kręgosłupa, zoperowaniu krzywego nosa - w celu poprawy oddychania. Niektóre z tych zabiegów wykonywane są w związku z odniesionymi przez pacjenta urazami i mają na celu rekonstrukcję uszkodzonych części ciała. Operacje plastyczne mające na celu poprawę wyglądu to przykładowo: lifting, wycięcie nadmiaru skóry, ramion lub ud, liposukcja, operacje odstających uszu, poprawa wyglądu nosa, powiększanie piersi z zastosowaniem implantów. Są to operacje plastyczne o charakterze estetycznym zarazem poprawiające wygląd na inny.

Zdaniem jednego z chirurgów plastycznych dokonanie zabiegu chirurgicznego mającego na celu poprawę wyglądu jest zwolnione z VAT. Celem takiego zabiegu oprócz widocznej poprawy wyglądu, jest także poprawa zdrowia. Osoby decydujące się na taki zabieg, kierują się potrzebą zmian swojego wyglądu, wynikającą z potrzeb psychicznych. Zdaniem chirurga nie można twierdzić, że zabiegi te poprawiają wygląd na lepszy, mają one bowiem na celu przywrócenie wyglądu normalnego. Normą jest większość, a więc operacje plastyczne wymienione powyżej, są operacjami mającymi na celu przywrócenie normalnego wyglądu, innymi słowy, celem takiej operacji jest to, aby pacjent wyglądał podobnie jak reszta społeczeństwa. Można tutaj wskazać np. operacje takie jak powiększenie piersi u kobiet mających "męską" klatkę piersiową (a wiec nienormalną u kobiet) czy korekta odstających uszu (często taka wada powoduje dyskomfort psychiczny i brak akceptacji społecznej). Chęć poprawienia wyglądu, wynikająca z potrzeb psychicznych, prowadzi do zmniejszenia obciążenia psychicznego, dalej do zmniejszenia stresu oraz polepszenia funkcjonowania w społeczeństwie, a co za tym idzie do poprawy zdrowia psychicznego.

Minister Finansów nie zgodził się z tą interpretacją. W ocenie Ministra wyłącznie operacje plastyczne o charakterze rekonstrukcyjnym, przywracające kształt i wizerunek po urazie lub chorobie, mające na celu poprawę lub przywrócenie zdrowia tj. np. zabiegi wykonywane w związku z odniesionymi przez pacjenta urazami i służące rekonstrukcji uszkodzonych części ciała ze względu na cel terapeutyczny korzystają ze zwolnienia od podatku VAT. Stwierdził, iż operacje plastyczne mające na celu poprawę wyglądu nie spełniają podstawowego warunku umożliwiającego zastosowanie zwolnienia od podatku, tj. ich bezpośrednim celem nie jest profilaktyka, zachowanie, ratowanie, przywracanie i poprawa zdrowia.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach podzielił stanowisko Ministra Finansów, wskazując dodatkowo, że powyższe zabiegi nie są niezbędnym, ani jedynym możliwym środkiem leczenia samopoczucia i niskiej samooceny, a tym samym poprawy zdrowia psychicznego i usuwania jego zaburzeń. Operacje plastyczne o charakterze estetycznym nie mają na celu zlikwidowania dolegliwości, lecz poprawę nieakceptowanego przez daną osobę własnego wizerunku, i jako takie nie będą korzystały ze zwolnienia od podatku. Poza tym, nie są one wykonywane w przypadku stanu zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzkiego, nie zapobiegają utarcie zdrowia lub życia, a tylko takie czynności podlegają zwolnieniu od podatku VAT.

Naczelny Sąd Administracyjny także nie zgodził się z chirurgiem, kolejny raz odmawiając preferencji podatkowej na zabiegi, które mają poprawić samopoczucie czy podnieść samoocenę (sygn. akt: I FSK 1548/12).

środa, 11 września 2013

[ ZUS nie może kwestionować ubezpieczenia na Słowacji ]

W wyroku z dnia 6 czerwca 2013 roku (sygn. akt II UK 333/12) Sąd Najwyższy uznał, że ZUS nie ma kompetencji do kwestionowania etatów, na których polscy przedsiębiorcy są zatrudniani za granicą.

Wyrok został wydany w sprawie, w której polski przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą w Polsce i z tego tytułu odprowadzał składki na ubezpieczenie społeczne do ZUS. Następnie zawarł umowę o pracę na czas nieokreślony w wymiarze 1/8 etatu z pracodawcą mającym siedzibę na Słowacji. Tam miał świadczyć pracę polegającą na rozprowadzaniu ulotek oraz zachęcaniu firm i osób prywatnych do korzystania ze szkoleń internetowych, za wynagrodzeniem miesięcznym w kwocie 38,50 EUR. Po zawarciu tej umowy, przedsiębiorca wyrejestrował się z polskiego systemu ubezpieczeń społecznych i przestał odprowadzać składki, a następnie złożył wniosek o ustalenie ustawodawstwa słowackiego jako właściwego dla jego ubezpieczenia społecznego. ZUS odmówił wydania takiego poświadczenia, a przedsiębiorca odwołał się do Sądu.

Sąd Okręgowy przyznał rację ZUS, uznając, że umowa o pracę została zawarta dla pozoru, co oznaczało podleganie polskiemu ubezpieczeniu społecznemu z tytułu wykonywania działalności gospodarczej. Sąd Apelacyjny, podzielił to stanowisko, wskazując, że umowa o pracę zawarta z pracodawcą słowackim jest nieważna, jako służąca obejściu prawa.

Rozpoznając skargę kasacyjną przedsiębiorcy Sąd Najwyższy stwierdził, że zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 883/2004 w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, osoba podejmująca pracę najemną w innym państwie Unii podlega w zakresie ubezpieczeń społecznych ustawodawstwu tego państwa członkowskiego, w którym wykonywana jest praca najemna (lex loci laboris). Przedsiębiorca wszedł w stosunki ubezpieczenia społecznego o charakterze transgranicznym przez jednoczesne wykonywanie działalności w różnych państwach, co spowodowało konieczność zbadania, czy spełniał warunki ubezpieczenia ustanowione przez słowacki system zabezpieczenia społecznego. W tym wypadku ZUS nie miał jednak kompetencji do oceny zaistnienia stosunku ubezpieczenia. Określenie ustawodawstwa właściwego wskazującego na instytucję miejsca świadczenia pracy najemnej (Słowacja) wyłącza ocenę przez instytucję miejsca zamieszkania (ZUS), czy stosunek prawny będący podstawą objęcia ubezpieczeniem społecznym w kraju świadczenia pracy jest ważny według prawa miejsca zamieszkania ubezpieczonego (Polska).

ZUS może oczywiście powziąć wątpliwości co do określenia mającego zastosowanie w takiej sytuacji ustawodawstwa. Wątpliwości tych ZUS nie może jednak sam rozstrzygać, lecz musi dostosować się do trybu rozwiązywania sporów w zakresie ustalenia ustawodawstwa właściwego, który nakazuje zwrócenie się – w przypadku istnienia wątpliwości bądź rozbieżności – do instytucji innego państwa członkowskiego. Instytucje niezwłocznie dostarczają lub wymieniają między sobą wszystkie dane niezbędne dla ustanowienia i określenia praw i obowiązków osób, do których ma zastosowanie rozporządzenie podstawowe. ZUS ani sądy nie mogą bowiem spowodować sytuacji, w której osoba prowadząca działalność i wykonująca pracę najemną w różnych państwach członkowskich Unii nie będzie podlegała żadnemu ustawodawstwu lub że będzie podlegała ustawodawstwu więcej niż jednego państwa.

czwartek, 5 września 2013

[ Optymalizacja podatkowa przez Zjednoczone Emiraty Arabskie ]

W indywidualnej interpretacji podatkowej z dnia 13 sierpnia 2013 roku, znak: IPTPB2/415-346/13-6/Akr Dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi uznał, że wynagrodzenie, które otrzymuje członek zarządu (dyrektor) spółki, a także inne należności i świadczenia związane z pełnieniem funkcji członka zarządu (dyrektora) są na podstawie Umowy między Rządem RP a Rządem Zjednoczonych Emiratów Arabskich w sprawie unikania podwójnego opodatkowania, opodatkowane wyłącznie w ZEA.

Gdy należności te są jedynym źródłem dochodów, to nie ma potrzeby składania w Polsce corocznego zeznania podatkowego za dany rok podatkowy.

Interpretacja została wydana na podstawie przyszłego stanu faktycznego, w którym wnioskodawcą jest osoba fizyczna mającą miejsce zamieszkania na terytorium RP i podlegająca z tego powodu nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (przychodów), bez względu na miejsce położenia ich źródeł. Spółka z siedzibą w ZEA zamierza powołać tę osobę na członka zarządu (dyrektora). Z tytułu pełnionej funkcji i sprawowania obowiązków dyrektora spółki, wnioskodawca będzie otrzymywał wynagrodzenie oraz ewentualnie inne należności i świadczenia. Nie łączy go ze spółką jakakolwiek inna umowa, na mocy której byłby zobowiązany do świadczenia na jej rzecz jakichkolwiek usług. Spółka uzyska potwierdzenie, że posiada siedzibę w ZEA i jest tam zarejestrowana. W danym roku podatkowym dyrektor nie będzie osiągał innych przychodów ze źródeł położonych na terytorium Polski. Spółka jest tzw. spółką typu onshore i będzie podlegać opodatkowaniu w ZEA od całości swoich dochodów.

Przez wynagrodzenia i inne podobne należności otrzymywane z tytułu członkostwa w zarządzie, radzie nadzorczej lub w innym podobnym organie spółki należy rozumieć wyłącznie należności wynikające z pełnienia funkcji zarządczych i nadzorczych w spółce, a nie innych funkcji pełnionych dodatkowo przez osoby będące członkami zarządu, rady nadzorczej lub innego podobnego organu spółki (np. funkcji doradcy, konsultanta). Chodzi zatem o należności z tytułu czynności charakterystycznych dla wykonywania obowiązków dyrektora w spółce, dla zarządzania spółką i nadzoru nad zarządzaniem spółką.

Nie każdy przypadek posiadania przez spółkę siedziby w umawiającym się państwie oznacza, iż spółka podlega w tym państwie opodatkowaniu z tytułu rezydencji podatkowej. Nie przesądza również o rezydencji podatkowej fakt zarejestrowania spółki w danym państwie. W przypadku, gdy spółka posiada siedziby w obu umawiających się państwach, spółka może zostać uznana za rezydenta tylko tego państwa, w którym znajduje się miejsce jej faktycznego zarządu, czyli miejsce, w którym, z merytorycznego punktu widzenia, podejmowane są najważniejsze decyzje w sprawach zarządzania i w sprawach handlowych, niezbędne do prowadzenia działalności przedsiębiorstwa, jako całości. Dany podmiot może mieć więcej, niż jedno miejsce zarządu, lecz może mieć tylko jedno miejsce faktycznego zarządu.

W przypadku osiągnięcia przez dyrektora spółki w Polsce dodatkowych przychodów będzie miała zastosowanie metoda unikania podwójnego opodatkowania - metoda wyłączenia z progresją, polegająca na tym, że przy obliczaniu kwoty podatku od pozostałego dochodu lub majątku tej osoby podlegającego opodatkowaniu w Polsce zastosowanie znajdzie stawka podatkowa, która byłaby zastosowana, gdyby dochód zwolniony od opodatkowania w powyższy sposób nie był zwolniony od opodatkowania.

wtorek, 3 września 2013

[ Kiedy windykacja długu staje się bezprawna? ]

Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał zadośćuczynienie dłużnikowi nękanemu przez firmę windykacyjną.

Jeden z Klientów firmy telekomunikacyjnej rozwiązał umowę o świadczenie usług przed upływem okresu, na jaki została zawarta. Wiązało się to z koniecznością zapłaty kary umownej w wysokości 750 zł. Klient nie uregulował powyższej należności. Operator sieci sprzedał powyższy dług firmie windykacyjnej, która przystąpiła do jego odzyskania. Należność nie została stwierdzona wyrokiem sądu.

Początkowo pisma kierowane Klienta miały charakter ponagleń do zapłaty. Z czasem charakter ich uległ zmianie. Dłużnik był w kolejnych pismach informowany o próbie skontaktowania się z nim przez pracownika firmy windykacyjnej celem przygotowania materiałów dowodowych w sprawie oraz pobrania próbek pisma do ekspertyzy przez grafologa. Windykatorzy wysyłali wezwania do stawienia się w wyznaczonym miejscu w celu złożenia wyjaśnień oraz wzywali do oczekiwania w domu na wizytę "terenowego inspektora". W kolejnych pismach informowali dłużnika o rozpoczęciu procedury ustalania źródeł dochodu i wyjawienia majątku, a także o planowanej wizytacji jego mieszkania i jego wycenie. Kierowano do niego również liczne telefony z żądaniem uregulowania należności.
 
Dłużnik miał 71 lat, cierpiał na chorobę nowotworową, przeszedł udar mózgu.

Uwzględniając pozew Klienta Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał firmie windykacyjnej naruszania dóbr osobistych dłużnika (prawa do prywatności, spokoju i nietykalności mieszkania) poprzez kierowanie do niego korespondencji i wykonywanie połączeń telefonicznych zmierzających do windykacji należności, które nie zostały stwierdzone wyrokiem, a także zasądził na jego rzecz zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. Sąd uznał, że działania firmy windykacyjnej naruszały prywatność dłużnika. Pozbawiały go poczucia spokoju i bezpieczeństwa. Sąd uznał także, że doszło do naruszenia nietykalności mieszkania pojmowanego jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność. Sąd wskazał przy tym, że działania indykatorów były bezprawne, ponieważ egzekucja należności może odbywać się wyłącznie w oparciu o tytuł wykonawczy wydany przez uprawniony organ.
 
Wyrok został zaskarżony przez firmę windykacyjną. Po rozpatrzeniu jej apelacji Sąd Apelacyjny uznał, że kwotą odpowiednią dla kompensaty doznanej przez emeryta krzywdy będzie 7.500 zł. Sąd Apelacyjny stwierdził przy tym, że nie każde działanie wierzyciela zmierzające do odzyskania długu - legalizuje wkroczenie w sferę dóbr osobistych dłużnika. Działanie nadmierne, nakierowane na zastraszenie dłużnika, zmierzające do wywołania w nim uzasadnionej obawy o mir domowy, realizowane w oparciu o zasadę, według której "cel uświęca środki" nie może być oceniane inaczej niż, jako wadliwe. W pismach kierowanych do dłużnika firma windykacyjne groziła mu podjęciem działań, do których nie była uprawniona, a informowanie go o zamiarze ich podjęcia - miało jedynie na celu wywarcie na nim pozaprawnego nacisku. Również forma pism sugerująca prowadzenie postępowania quasi-sądowego nie była odpowiednia. Samo stwarzanie pozorów podejmowania czynności, które mogły być według obowiązujących przepisów dokonywane dopiero po wszczęciu egzekucji sądowej, jak np. wyjawienie majątku dłużnika, miało wzbudzić u dłużnika błędne przekonanie, że inny podmiot niż sąd może go zmusić do ujawnienia stanu jego majątku. W ocenie Sądów windykatorzy użyli środków nie adekwatnych do zamierzonego celu, którym było wezwanie dłużnika do zapłaty długu.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 10 czerwca 2011 r., sygn. VI ACa 84/11.

wtorek, 20 sierpnia 2013

[ Czym są opłaty półkowe? ]

Duże sieci handlowe narzucają swoim dostawcom dodatkowe opłaty pobierane za samo przyjęcie ich towaru do sprzedaży. Niekiedy duże sieci handlowe uzależniają nawet nawiązanie współpracy od odpłatnego skorzystania z oferowanych przez nie usług marketingowych lub logistycznych. Opłaty tego typu potocznie nazywane są "opłatami półkowymi". Pobieranie takich opłat przez sieci handlowe może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji, niezależnie od ich nazw lub charakteru. Zgodnie z art. 15 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji pobieranie innych niż marża handlowa opłat z tytułu przyjęcia towaru do sprzedaży stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

Co może zostać uznane za opłatę półkową?
Jest rzeczą oczywistą, że umowa sprzedaży zawarta pomiędzy sprzedawcą produktów a siecią handlową nie zawiera wprost postanowienia o dodatkowych opłatach pobieranych za samo umieszczenie tych produktów w ofercie sieci. Opłaty te natomiast mogą być "ukryte" w kontrakcie pod postacią przykładowo premii od obrotu, dodatkowych usług logistycznych, marketingowych lub doradczych.

Usługi dodatkowe
Zastrzeżenie dodatkowych świadczeń takich jak wynagrodzenie za usługi logistyczne, marketingowe czy doradcze jest co do zasady dozwolone, jednakże usługi te powinny być faktyczne wykonywane, ich beneficjentem powinien być sprzedawca, a wynagrodzenie za ich wykonywanie powinno odpowiadać ich przybliżonej wartości (ekwiwalentność świadczeń). Jeśli usługi nie spełniają wskazanych kryteriów, to w większości przypadków może to stanowić podstawę do traktowania ich jako niedozwolonych opłat półkowych. Opłata logistyczna, z której sieć pokrywa koszty odbioru towaru od producenta i rozwiezienia go po wszystkich swoich placówkach, wynosi od 1 do 7 %. Na fundusz promocyjny idzie z reguły od 3 do 10 %.

Gazetka reklamowa
Za zabronione prawem opłaty uznać należy wynagrodzenie zastrzeżone na rzecz sieci za wydawanie gazetek i katalogów promocyjnych, w których eksponowane są również towary zakupione od dostawcy. Z chwilą wykonania przez dostawce umowy sprzedaży własność rzeczy sprzedanych przechodzi na sieć, co oznacza, że w gazetkach reklamuje ona własny towar, zmierzając do zwielokrotnienia jego sprzedaży. Koszty reklamy powinny być zatem składnikiem marży handlowej, zawartej w cenie sprzedaży towarów klientom sieci. Nie ma natomiast podstaw, aby kosztami tymi obciążać dostawców sieci (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 25 lutego 2010 r., I ACa 107/10). Opłata za ulokowanie produktu w gazetce promocyjnej kształtuje się średnio na poziomie 20–40 tys. zł za jeden numer, a w roku może być ich 10. Do tego producent musi dostarczyć produkt wyeksponowany w gazetce po cenie o 5 % niższej niż zwykle.

Procent od obrotu
Opłata za wprowadzenie do sklepu nowego produktu może sięgać nawet 30 % wartości dostarczonych towarów. Sieci pobierają też opłaty za przekroczenie lub osiągniecie określonego w umowie wolumenu zamówień. Opłata ta nie wiąże się z jakąkolwiek dodatkową usługą świadczoną przez sieć. Zakładając, że obie strony stosunku prawnego osiągają we wzajemnych relacjach handlowych zysk proporcjonalny do wysokości obrotów, nakładanie tylko na jedną z nich obowiązku dodatkowego premiowania za rozwój tych relacji nie znajduje żadnego odpowiednika w świadczeniu drugiej strony.

Zmiana strategii
Aktualnie na skutek dużej liczby przegranych procesów sieci zmieniły strategię. Opłaty półkowe nie są pobierane od dostawców, którzy zaproponują wystarczająco niską cenę swoich produktów. W ten sposób sieć finansuje wydatki pokrywane dotychczas z opłat półkowych z własnej marży. Przegrane przez sieci procesy przyniosły również modyfikacje dotychczasowych umów o współpracy, do których wprowadzono m.in. oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń wynikających ze współpracy z siecią.

czwartek, 15 sierpnia 2013

[ Czy nadal istnieje możliwość opodatkowania dochodów z nieujawnionych źródeł? ]

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 18 lipca 2013 r. (sygn. SK 18/09) nie ma obecnie przepisu, który pozwoliłby na opodatkowanie przychodów z nieujawnionych źródeł – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyrokach z dnia 13 sierpnia 2013 r. (sygn. II FSK 2295/11, II FSK 2296/11, II FSK 2327/11, II FSK 2370/11).

NSA rozpatrywał skargę na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie, który uznał za prawidłowe decyzje wymierzające małżonkom przez organy skarbowe po 50 tys. zł podatku do zapłaty (według stawki 75-proc.) za lata 2005, 2006 i 2007. 

To pierwsze stanowisko NSA po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 18 lipca 2013 r. (sygn. SK 18/09), który uwzględniając skargę konstytucyjną opracowaną przez radcę prawnego Michała Osińskiego, adwokata Bartłomieja Sochańskiego i adwokata Przemysława Manika uznał, że konstrukcja przepisów określająca przychody ze źródeł nieujawnionych jest niejasna i narusza Konstytucję. Według NSA jeśli Trybunał Konstytucyjny zakwestionował art. 20 ust. 3 ustawy o PIT, definiujący sposób ustalenia tego typu przychodów, to nie może być on podstawą prawną wydania decyzji administracyjnej. Dlatego uchylił wyrok WSA w Lublinie, który w marcu 2011 r. uznał za zgodne z prawem decyzje dyrektora izby skarbowej wydane na podstawie tego przepisu. 

NSA podkreślił, że wyrok TK dotyczy przepisów w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2006 r. Jednak zakwestionowany artykuł także po tej dacie ma podobną konstrukcję. NSA liczy na to, że Trybunał odniesie się do tego w pisemnym uzasadnieniu. Jeśli tego nie zrobi, to lubelski WSA rozpoznający ponownie sprawę małżonków za rok 2007 prawdopodobnie będzie musiał skierować pytanie prawne do TK, aby potwierdzić, że również przepisy obowiązujące w 2007 r. i później są niezgodne z Konstytucją.

Jak podsumował sędzia Jan Rudowski w ustnym uzasadnieniu wyroku, z powodu podważenia art. 20 ust. 3 ustawy o PIT nie można mówić o powstaniu przychodu ze źródeł nieujawnionych. Art. 10 ust. 1 pkt 9 tej ustawy określający, że przychodem są także inne źródła przychodów, nie daje żadnej podstawy do opodatkowania ukrytych dochodów na dotychczasowych zasadach. Tak będzie do czasu zmiany przepisów. 

Wyrok nie oznacza oczywiście, że cała administracja podatkowa będzie postępować zgodnie z tym orzeczeniem. Wiele zależy od tego jak Trybunał Konstytucyjny uzasadni swoje stanowisko wobec zakwestionowanych przepisów.

wtorek, 13 sierpnia 2013

[ Cybersquatting, czyli grabież domen ]


W języku angielskim słowo "squatter" oznacza osobę, która nielegalnie zajmuje lokal mieszkalny. Cybersquatting, zwany też grabieżą domen (domain-grabbing) lub piractwem domenowym (domain name piracy), to rejestracja domeny zawierającej cudzą nazwę w celu jej blokowania, a następnie odsprzedania prawa do takiej domeny firmie uprawnionej do tej nazwy bądź osobie trzeciej. Podobnym zjawiskiem jest również typosquatting, czyli używanie domen podobnych brzmieniowo do popularnych i znanych domen lub nazw firm. Typosquatting wykorzystuje domeny oparte na prawdopodobieństwie popełnienia błędu w pisowni znanej marki (tzw. literówki) przez użytkownika wpisującego do okna przeglądarki wybrany adres. Typersquatterzy najczęściej rejestrują kilka domen zawierających ewentualne błędy w pisowni, aby później odsprzedać je właścicielowi poprawnie napisanej nazwy lub prowadzić działalność reklamową produktów lub usług konkurencji.

Czy cybersquatting jest legalny?
Cybersquatting jest sprzeczny z Prawem własności przemysłowej (uznaje się, że domena sama w sobie może być znakiem towarowym, podlegającym ochronie prawnej) oraz z ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (zarejestrowanie domeny zawierającej cudzy znak towarowy jest niezgodne z dobrymi obyczajami, narusza interesy klientów, którym utrudnia dotarcie do strony wybranego przedsiębiorstwa i wprowadza ich w błąd; dodatkowo utrudnia firmom, które padły ofiarą tego typu działań, dostęp do rynku).

Jak się bronić przed dzikimi lokatorami?
Najprostszą obroną przed naruszeniem znaku towarowego w nazwie domeny jest jej wczesne zarejestrowanie. Najlepszym rozwiązaniem będzie zarejestrowanie kompletu podstawowych domen: .pl. .com. i .eu. W przypadku nazw składających się z więcej niż jednego wyrazu warto zarezerwować wersję z myślnikiem, a następnie wszystkie domeny przekierować na jeden adres główny. Skutecznym orężem przeciwko cybersquatterom jest także zarejestrowanie nazwy w Urzędzie Patentowym. Zastrzeżony znak towarowy to mocny argument w sporze o prawo do domeny.

Odzyskać zajętą już domenę można na drodze procesu arbitrażowego prowadzonego na podstawie regulaminu NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa - główny administrator domen polskich) np. przed Sądem Polubownym przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji lub Sądem Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Sąd ten może stwierdzić naruszenie praw, w wyniku czego pozwany traci  domenę i zapłaci koszty procesu.

Istnieje również możliwość ochrony interesów przed sądem cywilnym, co umożliwia zastosowanie pełnego wachlarza środków prawnych, w tym dochodzenie roszczeń odszkodowawczych, a nawet zobowiązanie cybersquattera do wydania uzyskanych korzyści majątkowych.